top of page
Logo Dziennik Kolejowy.png

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

POLECANE
ARTYKUŁY

Służba SOK na straży życia, media w pogoni za klikami. Populizm wyprzedza rozsądek w Brzegu Dolnym

  • 4 sie
  • 4 minut(y) czytania
Pojazd Straży Ochrony Kolei

Fot. Straż Ochrony Kolei

Na łamach lokalnego portalu „Kurier Gmin” ukazał się materiał dotyczący kontroli Straży Ochrony Kolei na stacji w Brzegu Dolnym (woj. dolnośląskie). Autorzy tekstu, wspierając się głosem wzburzonych mieszkańców, przedstawiają działania funkcjonariuszy SOK jako „opresję” i „karanie za brak infrastruktury”. Tego rodzaju narracja – choć chwytliwa – jest skrajnie nieodpowiedzialna. Relatywizuje nie tylko wchodzenie na czynne torowisko, ale i forsowanie wyłączonej z użytku, zagrażającej zawaleniem kładki, jednocześnie niwecząc lata pracy edukacyjnej kolei.

Sprawa kładki w Brzegu Dolnym od miesięcy budzi ogromne emocje. Przejście nad torami z uwagi na fatalny stan techniczny zostało zaspawane kratami i wyłączone z użytkowania już ponad trzy lata temu, a spór sądowo-administracyjny dotyczący odpowiedzialności za jej remont opóźnia realizację prac. Brak sprawnej przeprawy jest dla mieszkańców bez wątpienia dotkliwą uciążliwością.

Jednak stawianie tezy, że brak przejścia usprawiedliwia skrajnie niebezpieczne zachowania, a patrol SOK to „antidotum zamiast budowy”, jest popisem dziennikarskiej nieodpowiedzialności.

Kładka nad torami w Brzegu Dolnym
Służba SOK na straży życia, media w pogoni za klikami. Populizm wyprzedza rozsądek w Brzegu Dolnym

Nie tylko dzikie przejścia: Wchodzenie na wyłączoną kładkę to proszenie się o tragedię

Problem w Brzegu Dolnym nie sprowadza się jedynie do przechodzenia przez tory na poziomie szyn. Jak pokazuje codzienność na stacji, mieszkańcy – w imię skracania sobie drogi – notorycznie forsują zabezpieczenia, niszczą kraty i wchodzą na obiekt, który od trzech lat oficjalnie grozi zawaleniem.

Przełamywanie barier na wyłączonej z eksploatacji konstrukcji to nie jest forma obywatelskiego sprzeciwu ani usprawiedliwiona desperacja – to bezmyślne narażanie zdrowia i życia. Kładka została zamknięta i zaspawana po to, by nikt nie spadł z wysokości lub by konstrukcja nie zawaliła się pod ciężarem przechodniów na będące w ruchu pociągi i sieć trakcyjną pod wysokim napięciem (3000 V).

Gdy funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei legitymują i karzą mandatami osoby niszczące zabezpieczenia lub wchodzące na tory i uszkodzoną kładkę, robią to z jednego powodu: by nikt na tej stacji nie stracił życia.

SOK nie oprawcą, a torowisko to nie chodnik

W artykule lokalnego portalu czytamy o „zdesperowanych ludziach szukających skrótów”, których „kolej karze mandatami zamiast dać im bezpieczne przejście”. Obwinianie Straży Ochrony Kolei za pilnowanie przestrzegania prawa na obszarze kolejowym jest odwracaniem pojęć.

Warto przypomnieć podstawowe fakty z zakresu fizyki i prawa:

  1. Pociąg to nie samochód: Skład towarowy ważący kilkaset ton przy prędkości 60-80 km/h (mniej więcej z taką prędkością jadą pociągi w tym miejscu) potrzebuje na zatrzymanie około 800-1000 metrów. Pociąg nie ominie pieszego, a droga hamowania wyklucza jakąkolwiek natychmiastową reakcję maszynisty.

  2. Służba SOK ratuje życie, a nie „poluje na mandaty”: Obecność funkcjonariuszy w miejscach niedozwolonych ma przede wszystkim charakter prewencyjny. Reagowanie na przechodzenie przez tory w miejscach dzikich to obowiązek wynikający z przepisów o bezpieczeństwie transportu kolejowego.

Sugerowanie w przestrzeni publicznej, że łamanie prawa i narażanie własnego życia jest „uzasadnionym skrótem wynikającym z desperacji”, sprzyja budowaniu przyzwolenia społecznego na zachowania, które niemal bez wyjątku kończą się tragicznie.

Śmiertelne liczby: Co mówią statystyki?

Portal chętnie skupia się na wysokości mandatów (od 50 zł za przechodzenie w miejscu niedozwolonym po wyższe kary za łamanie zakazów wstępu), zapominając przy tym o cenie, jaką piesi płacą za pośpiech i ignorancję.

Z oficjalnych danych Urzędu Transportu Kolejowego (UTK) oraz PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. (kampania „Bezpieczny Przejazd”) wynika ponury obraz:

  • Przyczyna nr 1 śmiertelnych wypadków na kolei: Wtargnięcie pieszych na tory w miejscach niedozwolonych oraz przebywanie osób nieupoważnionych na obszarze kolejowym odpowiada za niemal 35–40% wszystkich zdarzeń wypadkowych na sieci kolejowej w Polsce i generuje najwyższą liczbę ofiar śmiertelnych.

  • Tragiczna skuteczność: Podczas gdy w wypadkach na przejazdach kolejowo-drogowych (z udziałem aut) ginie średnio co 4.–5. osoba, o tyle potrącenie pieszego na torach kończy się śmiercią w ponad 80–85% przypadków. Pieszy w starciu z masą pociągu nie ma żadnych szans.

  • Skala roczna: Co roku na obszarach kolejowych poza wyznaczonymi przejściami ginie w Polsce od 150 do blisko 200 osób, a kilkadziesiąt odnosi ciężkie obrażenia (w tym powstrzymujące od dalszego samodzielnego życia).

  • Średnia miesięczna: Tylko w pojedynczych miesiącach letnich na sieci PKP PLK dochodzi do 20–30 wypadków z udziałem pieszych w miejscach niedozwolonych, w których ginie kilkunastu do kilkudziesięciu przechodniów.

To nie są bezimienne cyfry. Za każdą z nich stoi ludzka tragedia oraz traumatyzacja maszynistów.

Stacja kolejowa Brzeg Dolny
Służba SOK na straży życia, media w pogoni za klikami. Populizm wyprzedza rozsądek w Brzegu Dolnym

Sabotaż działań edukacyjnych i profilaktyki

Co gorsza, tego typu artykuły wywierają potężną szkodę społeczną – niszczą wieloletnie starania PKP PLK oraz Straży Ochrony Kolei w zakresie edukacji i podnoszenia świadomości na temat zagrożeń na torach.

Kolejarze i SOK-iści od lat prowadzą między innymi kampanię „Bezpieczny Przejazd”, organizują prelekcje w szkołach, spotkania profilaktyczne z dziećmi i młodzieżą oraz akcje ulotkowe. Ich cel jest prosty: wykorzenić myślenie, że obszar kolejowy to zwykły plac zabaw czy chodnik, na który można wchodzić według własnego uznania. Uczą dzieci od małego, że zabezpieczenia i zakazy wstępu istnieją po to, by chronić życie.

Kiedy jednak media publikują tekst przedstawiający łamanie przepisów i forowanie zaspawanych krat jako „zwykły skrót”, a egzekwowanie prawa przez SOK jako „opresję” i „wyciąganie pieniędzy”, cała ta praca edukacyjna zostaje zniweczona jednym kliknięciem. Mieszkańcy otrzymują absurdalny przekaz: „To nie wy robicie coś niebezpiecznego, to kolej jest zła, bo wystawia mandaty przy zniszczonych schodach”.

Taka retoryka buduje w społeczeństwie fałszywe poczucie krzywdy zamiast refleksji nad własnym bezpieczeństwem. W efekcie młodzież i dorośli, utwierdzani w przekonaniu o swojej „racji”, nadal będą wchodzić na grożącą zawaleniem kładkę i pod koła pociągów.

Infrastrukturalne spory nie znoszą praw fizyki

Nikt nie neguje potrzeby sprawnego rozwiązania problemu kładki w Brzegu Dolnym. Procedury sądowe, odwołania i opieszałość w inwestycjach zasługują na rzetelną, merytoryczną krytykę prasową. Rola mediów polega na patrzeniu na ręce urzędnikom.

Jednak rolą mediów nie jest populistyczne usprawiedliwianie skrajnej nieodpowiedzialności i torpedowanie pracy służb dbających o ludzkie życie. Tłumaczenie łamania zabezpieczeń i wchodzenia na uszkodzoną konstrukcję brakiem remontu jest jak usprawiedliwianie wjeżdżania na most zniszczony przez powódź tylko dlatego, że objazd jest za długi.

Infrastrukturę buduje się miesiącami, ale katastrofa budowlana lub śmierć pod kołami następuje w ułamku sekundy. Pora, by "Kurier Gmin" zrozumiał różnicę między konstruktywną krytyką nieodpowiedzialnym legitymizowaniem zachowań, które kończą się na oddziale intensywnej terapii lub w kostnicy.

Komentarze


bottom of page